Poranna kupo, ty jesteś jak zdrowie,

ile cię cenić trzeba, ten tylko się dowie,

kto cię zbyt długo nosił w czeluści odbytu

i wypróżnień porannych nie zaznał zachwytu.

Lecz ja sram właśnie i tak myślę sobie,

że z radością kup kilka jeszcze dzisiaj zrobię.

Siadłem właśnie na muszelce,

mocz oddaję po kropelce,

a z tunelu kolorowy

skład wyjechał towarowy.

Jedzie kotlet i buraczki

pod postacią ciepłej sraczki.

Kawa, ryż i czekolada

w kształtny bobek się układa,

zaś orzechy oraz lody

formują się na kształt kłody.

Wszystko skrzy się brązem lśniącym

tylko palce ciut brudzącym.

Gdy Japończyk poje sushi,

żółty klocek walnąć mushi.

Sadzi wówczas w nocnik srake

rozmyślając o bukake.

Kał zaś mocno rozbryzgany

nocnika oblepia ściany,

a świecące krople sraki

to pamiątka Nagasaki.

Jedząc rzeczy wzdymające

puszczam bąki bulgocące.

No a w czasie zatwardzenia

poznam co to ból rodzenia.

Właśnie portal otworzyłem,

co do wnętrza dupy wiedzie.

I materię precz wyrzucam,

com ją trawił po obiedzie.

Pośród gromów i brewerii

gęsty brąz antymaterii

niknie w mokrej głębi sracza

i nikt po nim nie rozpacza.

I już tylko zapach sraki

muska lekko w nosku kłaki.

Było krótko i na temat,

szybkie sranie, weny nie ma.

By po drodze nie wpaść w szał,

przed podróżą oddaj kał.

Łzy mi płyną po Chińczyku,

gdy zasiadłem na nocniku.

Bo za różne moje grzeszki

mszczą pikantne się orzeszki.

Miękka kupa w muszli hula,

chyba wina to red Bulla.

Lecz jak słoik zjem musztardy,

to się stolec zrobi twardy.

Kiedy kloca sadzę w klopie,

myślę sobie o Europie.

Kupa w grubym mym jelicie

myśli skupie na Madrycie,

gdy zaś w głębi sracza ginie

to rozmyślam o Londynie,

zaś gdy gówno widzę w trawie,

to wiadomo – o Warszawie.